Po wizytach u "uzdrawiaczy" było pozornie lżej, lepiej, po to, aby już po około miesiącu dolegliwości schorzeń wracały ze zdwojoną siłą.

15 sierpień 1993 roku - Święto Matki Bożej Wniebowziętej! Na początku mszy św. umiera mój kochany ś.p. ojciec. "Miał uśmiechniętą twarz"- tak było napisane w lokalnej gazecie.

Początek września - piesza pielgrzymka do Matki Bożej Pocieszenia w Górce Duchownej. Już na jej początku, źle sie poczułam. Z wielkim żalem, wbrew moim chęciom musiałam zawrócić do domu.

Od tego momentu przez prawie 19 lat każda msza św., była oprócz radości, odczuciem paraliżującego lęku i niepokoju...

Mimo tego nigdy, ale to nigdy nie zrezygnowałam z uczestnictwa w Eucharystii. Niejednokrotnie zmusiło mnie to jednak do wyjścia z kościoła. Pomagałam sobie tabletkami uspokajającymi, ziołami i coraz częstszymi wizytami u "medyków medycyny naturalnej". Nawet dostałam propozycję szkolenia w tym kierunku i stosowania tych praktyk. Obroniłaś mnie przed tym Maryjo, dziękuję Ci!!

W 2011 roku w listopadzie za namową przyjaciółki po zabiegu operacyjnym kolana pojechaliśmy z mężem do Częstochowy m. in. na mszę św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, którą prowadził O. Daniel G. Razem z zajmowaniem miejsc, z przerwami trwało to ..bagatela 9-10 godz.
Asekuracyjnie wspomogłam się przedtem lekami uspokajającymi i p/bólowymi. Wytrzymałam! I... to był początek mojej i męża przemiany i naszego procesu nawrócenia, który trwa do DZIŚ!

Niech nie ja żyję, niech żyje we mnie Chrystus! Pragnę tego, ale jest to trudna droga, wielu pytań, wzlotów, ale też potknięć i nieraz zwątpień, ale dzięki Bogu krótkotrwałych.

Od wiosny 2012 roku jesteśmy związani z Przymierzem Miłosierdzia w Buku, chociaż ze względu na odległość nieoficjalnie.

Comiesięczne Eucharystie piątkowe, adoracje Najświętszego Sakramentu, modlitwy wstawiennicze zaczęły zmieniać moje i męża życie. Zainteresowałam się z wielką ciekawością postacią Żywego PANA JEZUSA, który wszystko może. Zrozumiałam, że jeżeli Pan Jezus jest na I miejscu, to wszystko inne będzie na miejscu właściwym. Dopiero w tym wieku zaczęły mi otwierać się oczy i uszy na Słowo Boże, głoszone przez różnych księży, także charyzmatyków. 

Problem lęku i zniecierpliwienia dzięki łasce Bożej zaczął powoli, systematycznie znikać. CHWILO TRWAJ WIECZNIE!!

Chociaż choroby fizyczne mi doskwierają, ale staram się trochę inaczej do nich podchodzić. Nie jest mi jednak łatwo. Ale z Bożą pomocą, modlitwą, codziennym uczestniczeniem we mszy św. lżej.
Ale ja..ja.. mam ciągle niedosyt słuchania rad, wskazówek, jak żyć? Jak żyć, aby być blisko Pana Boga, bliskich, przyjaciół i aby Oni i ja w przyszłości razem moglibyśmy oglądać Królestwo Niebieskie?
Mimo zmiany moich poglądów w wielu kwestiach mojego życia i nieraz sceptycznego nastawienia moich bliskich i tych trochę dalszych ja chce przy Tobie Panie trwać wiecznie! To Ty Panie Jezu dajesz mi wolność, bym kochała też tych, którzy sprawiają mi ból, ale nie pozwól proszę, aby paraliżował mnie przed radością kochania. 
Większość ludzi potrzebuje miłości najbardziej wtedy, gdy po l u d z k u zasługują na nią najmniej.

W czasie mojego wzrastania były uniesienia, wzloty, ale też upadki, powątpiewania, a co najgorsze nieraz przesyt.. i pustka i.. zejście na tory współczesnego świata. Ale dzięki modlitwom i oczywiście łasce Bożej Stwórca i Maryja nie pozwolili mi o nich zapomnieć.

2013 rok, maj - rekolekcje "Kana" w Buku na zawsze odcisnęły Boże piętno w moim wewnętrznym sanktuarium. Wielkie rzeczy uczynił Bóg dla małżonków, którzy zmienili swoje relacje i niech uczyni też dla organizatorów, którzy się do tego przyczynili jako narzędzia w rękach naszego OJCA NIEBIESKIEGO!!

"Przychodzisz Panie mimo drzwi zamkniętych, Jezu Zmartwychwstały ze śladami męki"
"Tak mnie skrusz, tak mnie złam, tak mnie wypal Panie.."

Słowa tej pieśni śpiewane cudownie przez zespól muzyczny przy perfekcyjnym akompaniamencie, zwłaszcza przy wystawionym Najświętszym Sakramencie przeszywały moje serce do głębi.

Dziękuję Trójcy Przenajświętszej, Matce Bożej, Św. Janowi Pawłowi, którego było mi dane spotkać, dotknąć osobiście, za to, że powoli przemieniają moje serce ucząc mnie wiary w pokorze, ufności i.. miłości, z którą mam problem dzielenia i obdarowywania.

Słuchając słów Pana Jezusa, próbując przeżywać poniżanie, mękę, śmierć Jego za nasze grzechy, słuchając św. Faustyny zaczęłam zadawać sobie coraz częściej pytanie: czy ja w ogóle kiedykolwiek kochałam, kocham..tak mocno, tak bezinteresownie, tak szczerze, tak głęboko, tak prawdziwie, tak od serca, tak, że mogłabym życie swoje oddać??

Uzmysłowiłam sobie, że tyle razy oddawałam się bezgranicznej opiece Sercu Jezusowemu i Niepokalanemu Sercu Maryi. A czy były one w 100% odzwierciedleniem moich rzeczywistych uczuć i pragnień?? Chciałam, ale..czy szczerze??

O.M.

 


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Buk
Copyright © 2013-2014 Przymierze Miłosierdzia w Buku