Chociaż było to prawie 3 lata temu, jednak wydarzenia te tkwią w mej pamięci jakby to było wczoraj. Już od jakiegoś czasu uczestniczyłam z rodziną w spotkaniach Przymierza Miłosierdzia, pogłębiała się nasza wiara i miałam poczucie, że Pan Bóg nie tylko nad nami czuwa, ale też chciałby zagościć w kolejnych sferach naszego życia, co wydawało mi się, że czynił.
Kolega z pracy powtarzał mi ciągle, można powiedzieć uparcie powtarzał, jak ważne są codzienne msze św. Jednak ja ciągle przywoływałam kolejne argumenty, a to, że rano nie mogę się obudzić, że po południu są różne obowiązki domowe, że w kościele jest zimno, a ja nie mam tarczycy, więc jest to dla mnie problem, zwłaszcza zimą. Seria argumentów nie zrażała go i kiedy kolejnym razem poruszył ten temat, pomyślałam sobie w duchu, że nie wiem co by się musiało stać, żebym zaczęła chodzić na codzienne msze, chyba tylko choroba dziecka jest w stanie mnie do tego zmobilizować.
Parę miesięcy później zachorowała nasza córka Jagoda, okazało się, że ma bardzo mało płytek krwi, które są odpowiedzialne za krzepnięcie krwi. Pani doktor wysłała nas do szpitala. Były to bardzo trudne chwile, strach przed nadchodzącym jutrem, a przede wszystkim życiem córki paraliżował mnie i nie pozwalał normalnie myśleć. Pamiętam sms-a od Pani doktor, która napisała do mnie w środku nocy, że mam pamiętać, że Pan Jezus nad nami czuwa. Ktoś może powiedzieć, że to slogan, jednak w tym momencie było to dla mnie tak odkrywcze, że ta myśl podtrzymywała mnie na duchu.
Następne dni przyniosły serię badań, również bolesnych, które lekarze ze zdziwieniem komentowali, że Jagoda dzielnie znosi. Zostały zaaplikowane leki i czekaliśmy na efekty i poprawę wyników, które jednak nie nadchodziły. Wręcz przeciwnie stan zdrowia Jagody pogarszał się z dnia na dzień, aż lekarz stwierdził, że nie ma w ogóle płytek krwi. Ksiądz Piotr Pieprz przyjechał do szpitala i udzielił Jagodzie sakramentu chorych, a także polecał ją na mszy z modlitwą o uzdrowienie w naszym kościele. Wiele osób spośród grona znajomych, również z Przymierza Miłosierdzia i rodziny modliło się, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. To bardzo wiele znaczy, kiedy nie jest się zostawionym samym sobie z problemem, który nas przerasta.
W tym czasie mieliśmy z mężem 20-stą rocznicę ślubu, zamówiona była msza św., na której pomyślałam sobie – czas na codzienne msze św. Polecaliśmy też córkę Matce Bożej odmawiając nowennę pompejańską. Można powiedzieć, rzeka modlitwy, która dotarła do Pana Boga nie pozostała bez echa, który działał również przez lekarzy. W ciągu dosłownie kilku dni płytki krwi wzrosły do poziomu 195 tysięcy, co było dla nas ogromnym szokiem, wręcz nie mogliśmy uwierzyć, że jest taki wynik i Jagoda może wrócić do domu.
Czasami Pan Bóg doświadcza nas trudnościami i chorobami. Jednak nie w akcie zemsty za nasze grzechy, ale dla naszego uświęcenia, aby nas do Niego doprowadzić. Dla opornych aplikuje terapię szokową, ale trzyma rękę na pulsie. Teraz mam możliwość uczestniczyć w mszach św. w kaplicy Sióstr Miłosierdzia, gdzie jest ciepło :). Pan Bóg o wszystko zadba. Chwała za to, że jest i za to co dla nas czyni.
Agnieszka


Aliança de Misericórdia | Przymierze Miłosierdzia | PM Buk
Copyright © 2013-2014 Przymierze Miłosierdzia w Buku